Galaktyka Imprez:

WSPIERAMY

EKO
NGO

SZCZYTNO

W obiektywie lekarza

WARMIŃSKO-MAZURSKA IZBA LEKARSKA
W Galerii Artibus w Domu Lekarza trwa wystawa fotograficzna doktora Jarosława Parfianowicza p.t. „Dawne pałace i dwory na Warmii i Mazurach”. Autor jest wieloletnim Redaktorem Naczelnym Biuletynu Lekarskiego, w którym prezentowane były jego inne prace z cyklu „Tuż obok drogi”. W zawodzie medyka przepracował 50 lat. Odskocznią od tej niezwykle trudnej pracy była dla niego fotografia.

Paweł Amulewicz, Telewizja Kopernik: Jak fotografia pojawiła się w Pana życiu?

Lek. Jarosław Parfianowicz, specjalista medycyny ratunkowej i intensywnej terapii: W latach 80. poznałem pana Ryszarda Czerwińskiego, tego fotografika niestety już nieżyjącego olsztyńskiego i on tak właściwie wciągnął mnie na drogę fotografii. Był takim mentorem do spraw fotografowania, także miałem z nim parę razy zaszczyt pojechać w plener i fotografować i tak się zaczęło.

Co najchętniej Pan fotografuje?

Świat, który ginie. Zacząłem fotografować cerkwie, domy, gospodarstwa, mając świadomość, że uwieczniam coś, czego niebawem nie będzie. I faktycznie, mając tych samych rejonów dokumentację fotograficzną, widzę, jak dane miejscowości uległy zmianie, jak się się przekształciły, jak zginęło stare, drewniane budownictwo. Przede wszystkim moim tematem wiodącym jest architektura, nie tylko pałace, dwory, stare budownictwo drewniane, ale też obiekty sakralne, kapliczki.

Co zawiera w sobie ta wystawa? Jak trudno było dokonać selekcji prac?

Dzięki współpracy z wydawnictwem pani Elżbiety Skóry, Wydawnictwem Elset, które jest jednocześnie wydawcą naszego Biuletynu Lekarskiego, ona rzuciła mi takie hasło, że trzeba to zrobić profesjonalnie. Dużo bardzo pomogła też we współfinansowaniu Izba Lekarska, która objęła patronat nad tą wystawą. Proszę pana, było bardzo trudno. Przygotowanie plansz zajęło nam około dwóch i pół miesiąca. Do każdego obiektu zdjęć mam naście do kilkudziesięciu. Więc wybrać z tego, co by harmonizowało ze sobą, dawało przekrojowy pogląd na dany obiekt, żeby zdjęcia nie były ze sobą w konflikcie na danej planszy, było sporów, układów było dużo wykonanych, zmienianych.

Co daje Panu fotografia?

Ja mam dwie specjalizacje takie dosyć stresorodne, mianowicie medycynę ratunkową i intensywną terapię, więc wypad w plener z aparatem to jest oderwanie się od tego, odstresowanie. Jest to satysfakcja.

A co wspólnego ma medycyna i fotografia?

W moich specjalnościach podstawową była zdolność do natychmiastowej reakcji i tu nie było mowy o błędnej reakcji. Z fotografią jest podobnie. Dojrzeć coś, czego się nie widzi. Świętej pamięci Rysiek Czerwiński zawsze mówił, że fotografia nie leży w aparacie, ona jest w głowie fotografującego i tej zasady się trzymam.

Dziękuję za rozmowę.